Niejednemu życie mnisze kojarzy się z postnymi śledziami i przeraźliwie kującą włosiennicą. Zakonnicy wydają się reliktem epoki, która już przeminęła, niedostosowanym do współczesnych standardów. Są czymś na kształt śnieżnobiałego żaglowca Dar Pomorza majestatycznie wypływającego z portu, wobec współczesnych, żelaznych i skarłowaciałych okrętów.
O Neptun krwi, o jego straszliwy trójząb – pisał w poetyckim natchnieniu w Elegiach duinejskich Rainer Maria Rilke – O ciemny wiatr jego piersi ze skręconej muszli. Słuchaj jak noc się zagłębia i wklęsa. Gwiazdy, czy nie od was pochodzi upodobanie kochanka w twarzy umiłowanej? Czy jego wejrzenie w jej czyste oblicze nie poczęło się z jasności konstelacji?
Na swój sposób opis Rilkego jest zbieżny z opisem powołania cysterskiego: to portret mnichów, którzy w zagłębieniach nocy wydają ze swoich piersi ciemny wiatr wersetów psalmicznych. Mnichów, dla których Maryja stała wskazującą na Twarz umiłowaną – na Oblicze Boga. Konkordancji Matki Bożej z tytułem Gwiazdy Morskiej dokonał chociażby cysterski Doktor Miodopłynny w swoje laudacji Maryi: Nazywana jest Gwiazdą Morza i bardzo dobrze to do Matki Dziewicy pasuje. Ona bowiem najtrafniej może być przyrównana do świecącego ciała niebieskiego jako że tak jak ono wysyła promień, samo przy tym nie ulegając zepsuciu, tak i Dziewica zrodziła Syna bez skażenia siebie.
Droga wskazana przez św. Bernarda z Clairvaux, której kurs wyznacza blask bijący od Gwiazdy Morskiej, jest dla cystersa żeglugą w mrokach i burzach, w meandrach życia monastycznego. Nieprzebrana przestrzeń morza wydaje się antynomią pustyni, z którą Ojcowie zwykli porównywać początki życia zakonnego, jednakowoż uderza ogromna zbieżność – to przestrzeń samotności, która kształtuje powołanie przez oczyszczenie i uzdrowienie.
Dnia 14 maja 2022 r. na szlak uświęcony przez Opata z Jasnej Doliny postanowił wstąpić pochodzący z Gdyni brat Maciej Burczyk, składając na porannej Mszy Św. swoją pierwszą profesję monastyczną. Nie jest obce tradycji przyrównanie jej do chrztu, gdyż jak zanurzamy się w Chrystusa w dzień chrztu przez Kościół, tak w strumień łask zakonnych wstępujemy przez śluby mnisze. Roczny nowicjat, którego formę reguła św. Benedykta kreśli odwołując się w symbolice do katechumenatu, rozpoczął się od otrzymania przez postulanta białego habitu – czytelnego znaku białej szaty chrzcielnej. Profesja monastyczna przywraca mu również pełną niewinność – w chwili składania ślubów Bóg zapomina o całej przeszłości ślubującego, udziela mu amnestii i patrzy na niego jako istotę zupełnie odnowioną. Zbieżność ze zdrojem chrzcielnym staje się nader czytelna.
Jeśli bliżej przyjrzeć się przebiegowi pierwszej profesji monastycznej, łatwo można zauważyć, że dokonuje się ona w trzech etapach i jest zdecydowanie mniej bogata w znaki i symbole niż śluby wieczyste. Śluby czasowe rozpoczynają się od trzykrotnego potwierdzenia woli, następnie odczytuje się i podpisuje dokument profesji, czego potwierdzaniem jest modlitwa konsekracyjna; a kończy zmianą szkaplerza i płaszcza chórowego. Warto przyjrzeć się bliżej tym trzem częściom.
Na początku w dialogu między ojcem opatem a bratem Maciejem, tenże trzykrotnie potwierdził swoją wolę doskonałego pójścia za Chrystusem i całkowitego poświęcenia się Bogu. Rozmowa przypomina rytuał znany z sakramentów chrztu i bierzmowania, stają się swoistym zawarciem umowy – nieprzypadkowo przypominając zawarcie Przymierza Boga z Izraelem na Synaju – i stając się instrukcją nowego życia.
Brat Maciej poprzez wierne zachowanie nakazów Ewangelii i Reguły pragnął kroczyć wąską i ciasną drogą, którą pokazuje tradycja Zakonu, przyrzekając swoją stałość, przemianę obyczajów i posłuszeństwo według Reguły świętego Ojca naszego Benedykta. Wędrówka za Chrystusem, oznaczająca przestrzeganie dekalogu, streszczonego w Jego podwójnym przykazaniu, by miłować Boga i bliźniego jak siebie samego. To droga, którą Izrael wędrował za słupem ognistym przez pustynię – tak jak mnich w pustyni klasztoru szuka prawdziwego życia, ale przede wszystkim – prawdziwie szuka Boga.
Samo ślubowanie św. Benedykt otoczył uroczystymi obrzędami: ma je nowicjusz napisać – Dokument ten ma napisać własną ręką, gdyby zaś nie umiał pisać, niech inny przez niego uproszony napisze, a on sam ma znakiem podpisać – zaznacza Regułodawca, a następnie nowicjusz powinien je głośno odczytać w oratorium wobec członków klasztoru, a przyrzeczenie ma złożyć w imię świętych, których relikwie znajdują się opactwie. Tak też uczynił br. Maciej, a podpisawszy je, własną ręką położył na ołtarzu (RB 58, 18 – 20). W zakonie cysterskim składa się w czasie profesji trzy śluby: posłuszeństwa, stałości i przemiany obyczajów (conversio morum), będące środkami poświęcenia Bogu na drodze powołania mniszego.
Odpowiedzią ojca opata na podpisanie karty ze ślubami była modlitwa konsekracyjna nad neoprofesem, którą odmówił z wyciągniętymi rękoma. To czytelny znak gestu, który uczynił Mojżesz, gdy Izrael walczył (Wj 17, 11n). Ale jest to przede wszystkim atawistyczny gest objęcia w posiadanie – w pierwszym rzędzie przez Boga, a przez to w jednej linii – przez wspólnotę opactwa. Z tego powodu jest znakiem opieki – klasztor staje się odpowiedzialny za neoprofesa, zobowiązując się chronić go przed utratą wiary i przed utratą Boga – jeśli zechce Mu się powierzyć i nie ucieknie z Jego rąk.
Ostatnim etapem była zamiana szkaplerza z białego na czarny. Krucza czerń szkaplerza oznacza całą tradycję Reguły św. Benedykta poprzez wzgardę świata. Tym znakiem profes afirmuje przyjęcie w pełni tradycji i zwyczajów swojego cenobium, nie różniąc się w stroju już niczym od innych zakonników. Jedynym wyjątkiem w tej materii jest stój chórowy – płaszcz z mucetem. Bo dopiero profesja uroczysta pozwala przywdziać cystersowi kukullę – szlachetną szatę, którą święci nasi Ojcowie nakazali nosić wyrzekającym się świata na znak niewinności i pokory.
Jako życzenia dla br. Macieja niech będzie gorliwe pragnienie, aby w jego życiu zakonnym zrealizowały się słowa św. Bernarda z Clairvaux: Życie monastyczne upodabnia tych, którzy je ślubują i miłują do aniołów, a czyni niepodobnymi do ludzi. Owszem kształtuje na nowo obraz Boży w człowieku, upodabniając nas do Chrystusa, podobnie jak chrzest. Jakbyśmy otrzymywali powtórny chrzest, kiedy umartwiając członki naszego ziemskiego ciała, odziewamy się znowu w Chrystusa, na nowo wszczepieni w obraz Jego śmierci.
Tekst i zdjęcia – fr. W.M.





