Prymicje o. Fabiana

Bóg sobie jest ofiarą sam siebie składa w darze,

A jam mu klęcznikiem, świątynią i ołtarzem.

Ów dystych, pochodzący z Cherubowego Wędrowca, autorstwa Anioła Ślązaka, z niemalże mistyczną precyzją wskazuje na godność kapłaństwa. Gromadząc się w świątyni na Eucharystię skupiamy nasz wzrok na ołtarzu i stojącym przy nim prezbiterze. Jego postać flankują płonące świece – bo żarząca się kolumna wosku jest nie tylko symbolem modlitwy wznoszonej do Boga, ale winna skłaniać ku głębszej refleksji. Bo czymże jest świeca zgaszona? Zimnym i wyniosłym słupem, który nie daje ani ciepła, ani blasku. Dopiero płonąc – sama traci na wyniosłości, ale rozświetla mrok, emanując tak delikatnym ciepłem, że można je odczuć wyłącznie z bliska. Czy i pod tym względem owa parabola nie wskazuje na kapłana, si licet magnis componere parva [jeśli można sprawy małe porównać z wielkimi]?

A dla każdego kapłana dniem szczególnie wielkim jest dzień jego prymicji. Zapewne, nie inaczej było z ojcem Fabianem, który w niedzielę, 28 czerwca 2020 r. w wąchockim opactwie sprawował ową uroczystą Eucharystię. Neoprezbiter, który święcenia przyjął zaledwie tydzień wcześniej – 20 czerwca – w Panewnikach, (a z kronikarskiego obowiązku należy wzmiankować, że wówczas nasz br. Justyn przyjął święcenia diakonatu) w samo południe rozpoczął sprawowanie Najświętszej Ofiary.

Stało tradycją, że neoprezbiter zakłada szaty liturgiczne pod ciężkim sklepieniami romańskiego kapitularza. Wpierw jego kark osnuł humerał, następnie koronkowa alba została związana cingulum, na to stuła i kunsztowny, złoty ornat skrzypcowy. Tak przygotowany, wszedł na krużganek, aby w procesji zmierzać ku świątyni klasztornej. Lecz nie kroczyła ona najkrótszą drogą. Wchodząc w sień obok refektarza, uczestnicy procesji wyszli na zewnątrz klasztoru, przez zabytkowy portal, tuż obok kwietnika z wybujałą magnolią. W materii przypadku leżał szczegół, że ów portal wieńczy herb opata Andrzeja Załuskiego, przedstawiający baranka – znak jednakże nader wymowny. Aż chciałoby się przytoczyć inskrypcję ze zwornika z Cluny: In celo magnus hic parvus sculpor Agnus [Tu mnie Barankiem wyrzeźbiono małym, W niebie zaś jestem wielkim i wspaniałym]

Gdy neoprezbiter wreszcie doszedł do ołtarza, został powitany przez przedstawicieli parafii, którzy w zwięzłych i pięknych słowach podkreślali jego cnoty, mówiąc między innymi: Życzymy wytrwałości i odwagi w nauczaniu i kroczeniu ku wyznaczonym celom, do których Ciebie Bóg powołał. Dziękujemy Bogu, że zawsze w trudnych chwilach można było na ojca liczyć, miał dla nas ojciec czas i umiał wesprzeć na duchu.Stosownym komentarzem do tych słów, mogą być wersety dzieła św. Augustyna O owcach Pana, gdzie poucza on pasterzy: Nie szukajmy naszej chwały, ani o nią nie zabiegajmy nawet i u tych ludzi, którym chcemy się przypodobać; a tylko jedynie ich zbawienia, Jeżeli dobrze się prowadzimy, to oni nie pobłądzą wzorując się na nas. Niech nas naśladują, bo i my naśladujemy Chrystusa. A jeśli tak nie czynimy, to niech będą naśladowcami Chrystusa, bo On sam prowadzi swoje owce, i On sam działa we wszystkich dobrych pasterzach, gdyż oni wszyscy w Nim są jedno.

Podczas Eucharystii do zgromadzonych wiernych, jak i do prymicjanta, homilię wygłosił o. Tymoteusz. Podkreślał w niej antynomię między pogrążaniem się w próżnościach świata, a wyborem Chrystusa: Młody człowiek – brat Fabian mógłby robić karierę w świecie – świat stał przed nim otworem. Zdolny, mógł sobie świetnie ułożyć życie. Ale właśnie traci swoje życie dla Chrystusa! Traci życie dla Niego, bo chce Go codziennie odkrywać i być mu wiernym. Każdego dnia przyjdzie mu stanąć przed wyborem – wierność Chrystusowi czy wierność światu. Głoszący homilię wyraźnie zaznaczał olbrzymią odpowiedzialność wynikającą ze święceń kapłańskich. Myśl swoją osnuwał wokół powierzeniu się w opiekę Najwyższego: Ojcze Fabianie. Będziesz brał najświętszy chleb w swoje ręce, wypowiadał słowa konsekracji i będziesz sprawiał, że Chrystus stanie się obecny na ołtarzu. A być wiernym Chrystusowi to pozwolić się wziąć w ręce Boga. A Bóg weźmie Ciebie w swoje ręce! (…) Jeśli pozwolisz się wziąć w ręce Boga, będziesz dany każdemu człowiekowi. Twoje kapłaństwo będzie dla nich, a Bóg poprowadzi ciebie tam, gdzie najbardziej potrzebuje.

Kaznodzieja pouczał również zgromadzonych wiernych: Nie jest możliwe, abyś spożywał chleb bez rąk kapłana. Nie jest możliwe, abyś karmił się Chrystusem bez rąk kapłana. Jako człowiek, który ma być wierny Chrystusowi – módl się za kapłanów! Módl się za każdego kapłana, bo bez niego nie będzie Eucharystii na ziemi. Bo bez niego nie będzie sakramentów. Kapłan jest nam dany, aby nam dawać Chrystusa – aby jednać nas z Bogiem.

Myśl zarysowana przez o. Tymoteusza koresponduje z przemyśleniami Tomasza Mertona z jego książki Nikt nie jest samotną wyspą: Ksiądz jest powołany do tego, żeby stać się ,,drugim Chrystusem” w o wiele większym i bliższym znaczeniu niż zwykły chrześcijanin albo mnich. On ma na tym świecie podtrzymywać życie sakramentalnej obecności i działalności zmartwychwstałego Zbawiciela. (…) Słowa księdza nie mają być jedynie jego własnymi słowami, ani wyrażać jego doktryny. Powinny być zawsze wyrazem doktryny Tego, który go posłał. Jego oddziaływanie na dusze powinno wypływać z czegoś większego niż jego ludzka, mizerna umiejętność doradzania i pocieszania innych.

Trapista, rozważając głębię kapłaństwa, w Znaku Jonasza dodał: Powtarzać tajemnice śmierci Chrystusowej i Zmartwychwstania, spełniać te wszystkie proste i łatwe czynności, przez które dokonuje się dzieło naszego odkupienia. Fakt, że Msza św. jest tak łatwa, to jeszcze jeden powód więcej, aby po pierwsze odprawiać ją jak najdoskonalej, po drugie – by uczynić ją całym swoim życiem.

Zakończeniem Eucharystii było osobiste błogosławieństwo o. prymicjanta. Wpierw pobłogosławił on swoich rodziców i rodzeństwo, następnie kapłanów, osoby życia konsekrowanego i zgromadzonych wiernych. Po Mszy św. przybyli goście zostali zaproszeni na posiłek do klasztornego refektarza.

Uroczysty dzień prymicji jest stosowną okazją do złożenia życzeń naszemu współbratu neoprezbiterowi Fabianowi, posługując się myślą Fultona Johna Sheena:

Sutanna lub habit nie czynią księdza lub zakonnicy, podobnie jak woda nie czyni chrztu, chleb – Eucharystii, a olej – święceń kapłańskich, lecz są one dobrymi znakami tajemnicy, którą reprezentują. Niektórzy twierdzą, że habit albo koloratka oddzielają nas od świata. Doskonale! Naszym przeznaczeniem jest być „znakiem sprzeciwu” i różnić się od ludu. Tego właśnie chce od nas Pan Jezus: abyśmy byli W świecie, a nie ZE świata.

Tekst i zdjęcia – fr. W.M.

Udostępnij ten post