Troje bohaterów, dwie dziewczynki i jeden chłopiec, uczą się w „niebiańskiej szkole”. Są w niej ukryci, podobnie jak nienarodzone dzieci w łonie swoich matek. W tej specyficznej szkole przygotowują się do wypełnienia misji, jaką przed każdym z nich postawił Stwórca, i która ma się rozpocząć wraz z ich przyjściem na świat. Taka jest fabuła filmu pro life, który był kręcony przez białoruskich twórców w wąchockim opactwie. Zapytaliśmy członków ekipy i małych aktorów o film, jego idee i wrażenia z planu.

Przyjechaliście do Wąchocka z Białorusi, by w naszym opactwie nakręcić film fabularny dotyczący ochrony życia. Powiedzcie coś o swojej ekipie.


Karina Kalinkina (KK): Jestem szefową projektu, reżyserem i producentem w jednym. W skład naszej ekipy wchodzą Oleg – fotograf i projektant, Aleksander – kamerzysta, montażysta, Lena, która odpowiada za stroje, jest też z nami tłumacz i mama jednej z dziewczynek. Przyjechało z nami też troje dzieci – aktorów: Kamilka (6 lat), Rebeka (12 lat) i Paweł (9 lat). W większości znamy się od dawna, tworzymy rodzinę, na co dzień kręcimy materiał dla telewizji Angel TV.

Co stanowiło inspirację do filmu „Marusia”?

KK: Film powstaje w ramach dużego projektu ochrony życia. Chodzi nam o propagowanie idei, by dzieci się rodziły; w ramach projektu są organizowane różnego rodzaju przedsięwzięcia kulturalne. Film fabularny, który kręcimy ma być telewizyjną wersją powstałej trzy lata temu sztuki teatralnej pod tytułem „Moje serce bije”. Autorkami scenariusza do niej są dwie młode dziewczyny.

Od jak dawna przygotowujecie się do realizacji tego filmu?

KK: Decyzję podjęliśmy 3 lata temu. Kupiliśmy prawa autorskie do sztuki i na jej podstawie zaczęłam opracowywać scenariusz. Liczyliśmy, ile potrzeba nam pieniędzy; okazało się, że o wiele więcej niż mamy. Trzeba było prosić o pomoc różne środowiska.

Dlaczego tak bardzo zależy Wam, by film trafił do jak największej liczby odbiorców na Białorusi?

KK: Na Białorusi od kilkunastu lat promuje się niewłaściwe wzorce. Z premedytacją robi się to przy użyciu telewizji i filmów, które posiadają olbrzymie budżety. Ten wzorzec, to młody mężczyzna, typ macho, niechcący zakładać rodziny, członek struktur państwowych lub przestępca. Młodym ludziom wmawia się, iż to jest wzór do naśladowania. W takich chłopcach zakochują się dziewczyny. Efektem tego jest ich nieodwzajemniona miłość, krzywda, zniszczone rodziny i ogromna ilość dokonywanych aborcji. Wiem, o czym mówię. W swoim doktoracie wykazałam, jak na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wzorce proponowane przez filmy kształtowały dzisiejsze społeczeństwo.

Problem jest ważny. Jako chrześcijanie staracie się wyjść do odbiorców z przesłaniem Ewangelii?

KK: W filmie nie ma o Bogu w sposób bezpośredni niczego, ale ma być jasne, że są w nim mocno obecne wartości chrześcijańskie. Nie możemy mówić o Bogu, gdyż wtedy ludzie, potencjalni odbiorcy się wycofują. Chodzi nam o pokazanie normalnej rodziny, w której są mama i tata, w której rodzą się oczekiwane i z miłością przyjmowane dzieci.

Kto finansuje ten projekt?

KK: Film jest kręcony z ofiar różnych wyznań chrześcijańskich obecnych na Białorusi. Cała ekipa pracuje za darmo i żyje tym projektem.  Nasi znajomi odnoszą się do niego bardzo pozytywnie. Na początku wydawało się nam, że będzie to łatwiejsze. Ale tak nie jest. Kościół Prawosławny całym sercem poprał nasz projekt, ale nie podoba się on państwu. Aborcja to ogromny biznes, zarabia się na tym procederze olbrzymie pieniądze. Spotkaliśmy się z murem, który uniemożliwił dalszą pracę. Jedyne, co możemy zrobić to starać się zmieniać opinię publiczną. Dostajemy liczne listy z wyrazami poparcia od wielu organizacji. Nie ograniczają się tylko do poparcia, ale deklarują, że chcieliby wykorzystać nasz film w swojej pracy z młodzieżą.

Do jakiej grupy odbiorców kierowany jest film kręcony w Wąchocku?

Oleg: Praktycznie do każdego. Dzieci od najwcześniejszych lat ma uczulać na to, że jak pojawia się życie, to jest to coś dobrego i naturalnego, że każde dziecko ma prawo się urodzić. Ludzi w średnim wieku, tych którzy spodziewają się dziecka ma nakłonić do zmierzenia się decyzją o jego przyjściu na świat, ma powstrzymać ich przed dokonaniem aborcji. Starsi odbiorcy, którzy często mają za sobą straszną decyzję o pozbawieniu życia swego dziecka ma skłonić do żalu i próby naprawienia błędu, zadośćuczynienia.

KK: Słowo aborcja nie pojawia sie w filmie. Jak dziś mówimy aborcja, to już nie rozumiemy pod nim zabójstwa, słowo to się zupełnie się zdewaluowało.

Są z nami mali aktorzy. Jak wyglądał casting do filmu?


KK: Na zorganizowany przez nas casting przyszło ponad 200 dzieci. Odbyło się tajne głosowanie i tak znalazły się z nami Kamilka (6 lat), Rebeka (12 lat) i Paweł (9 lat). To dla nich nowe doświadczenie, są poza domem, w innym kraju. Na szczęście z niektórymi znaliśmy się już wcześniej. Z małą Kamilką jest jej mama. Rebeka chodziła do szkoły aktorskiej, w której ja także uczyłam, zaś Paweł grał w sztuce, która stanowi pierwowzór kręconego obecnie filmu.

Rebeko, podoba ci się w Wąchocku?

Rebeka: Jest super. To bardzo ciekawe miejsce. Jest radośnie. A już zupełnie najfajniej jak siadamy wszyscy do stołu (śmiech).

A na planie co jest dla ciebie najtrudniejsze?

Rebeka: Jak ja się bardzo staram i zagram dobrze, a operator coś zrobi źle. (I znowu salwa śmiechu).

No tak. To frustrujące. Rebeko, czy przesłanie filmu jest dla was, młodych aktorów jasne?

Rebeka: Oczywiście. Od samego początku, kiedy tylko zobaczyłam sztukę (3 lata temu) wiedziałem, że jej idea jest bardzo dobra. Mam koleżanki, których rodzice zdecydowali się na aborcję, bo dzieci cierpiały, np. na Zespół Downa. Bardzo się cieszę, że mogę grac w tym filmie. Moim rodzicom lekarze mówili, że jest 70 % prawdopodobieństwo, iż urodzę się z Zespołem Downa. Nie zdecydowali się na aborcję – dzięki temu żyję.

Oleg: Bóg dał jej szansę by grała w filmie, zaś diabeł chciał, by się w ogóle nie narodziła.

Jak przebiegała praca na planie?

KK: Z dziećmi kręci się inaczej niż z dorosłymi. Jest trudniej, ponieważ dzieci nie mają całego bagażu życiowych doświadczeń, który pozwala dorosłym na łatwe pokazywanie poszczególnych stanów czy uczuć. Podczas kręcenia ważnej sceny w kapitularzu musieliśmy wielokrotnie powtarzać ujęcie z Pawłem. W tej niebiańskiej szkole było to miejsce, do którego dzieci mogą wejść i mają tam kontakt ze światem zewnętrznym, jak w brzuchu mamy. Jest taki moment, w którym Paweł słyszy bicie serca swojej matki, a po chwili spostrzega, że jego mama płacze. Muszą wtedy pojawić się odpowiednie emocje, ekspresja. Paweł ma być wtedy wzburzony, podnosi się i mówi, że jak tylko się urodzi, to będzie rycerzem swojej mamy i nie pozwoli by płakała z jakiegokolwiek powodu. Dziewięcioletniemu chłopcu jest to bardzo trudno pokazać, gdyż nie ma doświadczenia takich emocji. Podeszłam do niego i zaczęłam go prowokować, chciałam go słownie zdenerwować, by wywołać w nim odpowiednie emocje. To była dla nas trudna scena. Paweł się rozpłakał i w kółko powtarzał swój tekst. To zostało nakręcone. Potem mocno przytuliliśmy się, gdyż dla Pawła była to niemiła sytuacja. Ale nie gniewał się na mnie. Jest zadowolony, bo efekt końcowy filmu jest bardzo dobry.

Kostiumy, których używacie w filmie są szczególne, trochę spoza epoki. Dlaczego?

KK: W dzieciństwie każdy chciał być księciem, księżniczką – dzieci się w to bawią. Chodziło też nam o pewną bajkową, królewską atmosferę. Dzieci zostały stworzone przez wielkiego Stwórcę, Boga, jako dzieci królewskie, dziedzice królestwa…
Andriej i Lena, którzy pracowali przy projektach strojów, lalki, dekoracji włożyli w nie ogrom serca i tyle samo trudu. Efekt jest bardzo dobry, co będzie można zobaczyć w gotowym filmie. Zajmują się tym zawodowo od lat, tutaj również pracują charytatywnie i są z tego dumni. Są też zachwyceni Wąchockiem.

Właśnie. Dlaczego wybraliście cysterski klasztor w Wąchocku na plan swojego filmu?

KK: to cud.

???

KK: Klasztor poznaliśmy dzięki stronie internetowej. Nasz przyjaciel, zaprzyjaźniony ksiądz podesłał nam zdjęcia z waszej strony. Modlił się wcześniej, by Bóg wskazał mu miejsce, do którego nas On sam nas kieruje. Zachwyciliśmy się od razu i staraliśmy się nawiązać kontakt z opatem. Owszem, szukaliśmy najpierw na Białorusi, obejrzałam wszystkie zamki, ale niestety, proces ich odnawiania zniszczył całkowicie ich pierwotne piękno, trzeba było szukać miejsca za granicą. Jesteśmy tutaj i pracuje się nam naprawdę dobrze.

Bardzo się cieszymy, że tak jest. W świetle tego, co zostało wyżej powiedziane, poczytujemy sobie za zaszczyt móc współpracować, przy tak ważnym projekcie. Dziękujemy za rozmowę i zapraszamy ponownie! Może na prapremierę filmu w Wąchocku?


KK: My również dziękujemy.
 
Wywiad został przeprowadzony na życzenie www.wachock.cystersi.pl 17 lipca br. przez brata Tymoteusza Kaczmarczyka OCist. przy pomocy tłumacza.
Z obiektywnych, usprawiedliwionych względów nie został autoryzowany.
ZOBACZ GALERIĘ [
KLIKNIJ]
 
Strona główna   Cystersi   Opactwo   Parafia   Patriotyzm   Galeria   Polecane   Kontakt Projekt i wykonanie www.imoli.pl