We wspomnienie św. Dominika – 8 sierpnia 2018 r. przez Wąchock przechodziła 38 Pielgrzymka Podlaska na Jasną Górę. Mroźne mury romańskiego opactwa służyły jako miejsce odpoczynku w drodze do Czarnej Madonny, gdyż jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana (2 Kor 5, 6). Niemałe oddalenie ziemi podlaskiej od Częstochowy, trud wędrówki w sierpniowych upałach czy odciski i skaleczenia na stopach – nie przysłaniały celu. Jest nim spojrzenie w matczyne oczy Najświętszej Pani, królującej w częstochowskim sanktuarium. Bo przecież jasnogórska Ikona została napisana w typie Hodegetrii, czyli ''Ta, która prowadzi'', lub ''Ta, która wskazuje drogę''…
W godzinach przedpołudniowych pierwsze zastępy pielgrzymów przekroczyły bramy wąchockiego opactwa. Pomimo zmęczenia i pragnienia swoje pierwsze kroki skierowali do źródła – kościoła klasztornego, aby pogrążyć się w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Cyklicznie przybywających wędrowców witał ojciec opat Eugeniusz; w konfesjonałach czekali kapłani, aby wypełnić ewangeliczne zalecenie: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów (Mk 11, 17).
Pragnięto również jak najlepiej wypełnić prośbę Chrystusa: Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie (Mt 25, 35). Dlatego na refektarzu przygotowano ponad 300 tradycyjnych, staropolskich obiadów, składających się z kotletów mielonych, kaszy i ogórków kiszonych. Oprócz tego wydawano potężne gary (największe jakimi dysponuje kuchnia klasztorna) zupy pomidorowej oraz ciężkie do zliczenia litry kompotu. Drugi prężny punkt gastronomiczny znajdował się przy bramie na plac kościelny, gdzie na długich grillach smażyły się kiełbaski. Wydano ich tysiąc sztuk, a opiekunami tegoż stanowiska byli Rycerze Kolumba.
W każdym zakątku opactwa można było odnaleźć pielgrzymów. Większość wybrała wypoczynek na świeżym powietrzu – na trawnikach naprzeciw klasztoru i w wirydarzu. Linia, do których sięgały ich karimaty, pokrywała się niemalże dokładnie z linią cienia, który padał od okolicznego gmachu lub drzewa. Wędrowcy nie pogardzili kojącym chłodem piaskowcowych posadzek w krużgankach i w kapitularzu. Wszędzie dało się słyszeć wesołe rozmowy lub odgłosy chrapania. Za jednym wyjątkiem – kościoła klasztornego, gdzie niezmącona cisza zachęcała do pogrążenia się w modlitwie…



Tekst i zdjęcia - fr. W.M.


 
 
Strona główna   Cystersi   Opactwo   Parafia   Patriotyzm   Galeria   Polecane   Kontakt Projekt i wykonanie www.imoli.pl