Grudniowe poranki są do siebie bliźniaczo podobne. Długie, smoliste noce, niechętnie przecież ustępują przed iskierkami wschodzącego słońca. Jego ciepłe mgnienia jak iskierki padają na wełniane kłębki śniegu, w które zaplątały się srebrne nici zamarzniętej wody. Gwałtowne podmuchy wiatru wciąż próbują przedostać się przez okna, a filigranowe płatki szczelnie oblepiają tafle szyb. Jest zimno, ciemno, mokro… Ciężko jest więc podnieść głowę nad cieplutką poduszkę, ale owa aura kojarzy się nieodłącznie z najważniejszą grudniową uroczystością – wyczekiwanym Narodzeniem Pańskim.

Z historycznego punktu widzenia, okres adwentu ”został nałożony” na starszy ciąg liturgiczny, który naturalnie w żaden sposób nie jest z nim sprzeczny. To czas, delikatnie przebijający się w sumie od jesieni, z dominującym jednym wątkiem – wypatrywaniem Pana, owe apokaliptyczne Marana tha! - Przyjdź, Panie Jezu! (Ap 22, 20). Dziś, znakomicie jest to zauważalne w czytanych ewangeliach. Pozornie ostanie ewangelie roku liturgicznego, o mocnym, eschatologicznym brzmieniu, płynnie korespondują z kolejnymi ewangeliami adwentu. Kulminacją tego wątku było nie tyle Narodzenie Pańskie, ale Epifania (6 stycznia), gdzie łącznie świętowano trzy objawienia Pana – mędrcom w betlejemskim żłobie, podczas chrztu w Jordanie i na weselu w Kannie Galilejskiej.

Podkreślano również inny sens potrójnego przyjścia Pana – historyczne w Betlejem, oczekiwane podczas Paruzji oraz ostatnie – w ludzkim sercu. Znakomicie rozważa to św. Bernard:
Wiemy, że potrójne jest przyjście Pana. Trzecie jest pośrodku między dwoma pozostałymi. Te są jawne, trzecie takie nie jest. Za pierwszym swoim przyjściem Pan był widziany na ziemi i przebywał wśród ludzi, bo jak sam o tym mówi: ujrzeli i znienawidzili. Gdy nastąpi ostatnie przyjście, wtedy "wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże" i "będą patrzeć na Tego, którego przebodli". Ale pośrednie przyjście, o którym mówimy, jest ukryte i tylko wybrani widzą Pana w sobie, a ich dusze dostępują zbawienia. A więc: pierwsze przyjście jest w ciele i słabości, to pośrodku - w duchu i mocy, ostatnie zaś w chwale i majestacie.
To przyjście w pośrodku między pierwszym i drugim jest drogą wiodącą od pierwszego do drugiego: w pierwszym swoim przyjściu Chrystus stał się naszym odkupieniem, w drugim ukaże się jako nasze życie, a pomiędzy tymi dwoma jest On naszym wytchnieniem i pocieszeniem.
By zaś kto nie sądził, że to, co mówimy, jest tylko wymysłem, posłuchajcie słów Pana: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego". Przeczytałem też w innym miejscu Pisma: "Ten, kto się boi Pana, będzie czynił, co dobre". Ale więcej mam przekonania do tego, co powiedziano o miłującym, że on zachowa naukę Pana. A gdzież ją zachowa? Bez wątpienia w swoim sercu, bo tak powiedziano w psalmie: "W sercu swym zachowuję Twe słowa, aby przeciw Tobie nie zgrzeszyć".
Adwent to więc czas przyjścia. Czas, gdy wspominamy historyczne przyjście Chrystusa i oczekujemy Jego powrotu. Czymże było całe Stare Przymierze, wszystkie jego rozmyślania i modlitwy, jak nie długim czuwaniem nocnych dusz, pragnących odkryć wreszcie pierwsze promienie obiecanego świtu, o który bez przerwy błagano aż do chwili, kiedy Zachariasz mógł zawołać: ,,Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił... (Łk 1, 68n)'' – jak napisał Louis Bouyer, rozważając w kantyku Zachariasza słowa wysoka Wschodzące Słońce (Łk 1, 78).

Lecz nie każdy zimowy poranek przypomina idylliczne obrazki z pocztówek świątecznych. Niejednokrotnie ścieżki pokrywają grudy błota, a na łąkach nie było jeszcze żadnego krzewu polnego, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię (Rdz 2, 5). Bo przez wieki wierni podczas Adwentu wędrowali o wczesnych godzinach, aby stanąć u progu świątyni. Kroczą oni za Barankiem, dokądkolwiek się uda (Ap 14, 4), ich to niezwykły blask samego Baranka przyozdabia pięknymi, niewiędnącymi liliami. Bo przez te wyjątkowe dni w kościołach rozbrzmiewał śpiew: Rorate coeli desuper et nubes pluant Iustum... [Spuśćcie rosę, niebiosa, z wysoka, a obłoki niech zleją z deszczem Sprawiedliwego]. Gdyż podczas Adwentu w liturgii rozkwita o poranku śliczna, maryjna lilia – Roraty.


W Polsce tradycja Rorat sięga XIII w. Jako pierwszy w Poznaniu wprowadził je książę Przemysław I (+1279), a w Krakowie na prośbę św. Kingi - Bolesław Wstydliwy (+1279). Msza roratna jest mszą wotywną ku czci Najświętszej Maryi Panny. Co więcej - ukształtowanej na tkance cysterskiej wotywy ku czci Najświętszej Maryi Panny. W naszym kraju, pierwsze formularze tej mszy św. zachowały się w księgach liturgiczny śląskich klasztorów. Niezwykły nastój tej Eucharystii tworzy rozpoczynający ją mrok, który rozświetlają wątłe promyki świec i lampionów. Dopiero gromkie Chwała na wysokości Bogu, sprawia iluminację wnętrza świątyni. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło (Iz 9, 1) – napisał przed wiekami prorok Izajasz, aby ujawnić swą myśl profetyczną: Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza (Iz 9, 5). Ewangelista Starego Testamentu sprecyzował swoją wypowiedź: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel (Iz 7, 14). Owe wersety Ewangelia św. Mateusza i cała Tradycja Kościoła łączyła z właśnie Maryją. Wersety roratnego introitu Rorate coeli stają się jaśniejsze, rozważając fragmenty Pieśni o Najświętszej Maryi Pannie, autorstwa Efrema Syryjczyka (+ 373):

Maryja była runem,
na które Ojciec spuścił

deszcz błogosławiony.

Skropiły je krople dla Adama,

który przez nieprzyjaciela ukryty w otchłani

ożył i powstał z grobu.

Rosnące w środku raju drzewo

nie dało Adamowi owocu

dla podtrzymania życia.

Owoc objawił się w łonie Maryi

i dał się Adamowi,

który otrzymał przezeń życie.

Efrem ukazuje tradycję, podkreślaną szczególnie w epoce patrystycznej, ukazującą Chrystusa jako drugiego Adama, a Maryję jako antytezę Ewy. Ową prefigurację tłumaczy zwięźle Joseph Ratzinger w książce Jezus z Nazaretu: W związku z otwartym bokiem Pana, śpiącego na krzyżu snem śmierci, Ojcowie myśleli również o stworzeniu Ewy z boku śpiącego Adama, w strumieniu sakramentów widząc jednocześnie początek Kościoła: utworzenie nowej niewiasty z boku nowego Adama. Z kolei w swoim Wprowadzeniu w Chrześcijaństwo objaśnia: Teraz po przebiciu włócznią, które kończy ziemskie Jego życie, Jego egzystencja jest całkowicie otwarta, teraz jest On całkowicie ''dla'', teraz już nie jest człowiekiem jednostkowym, tylko ''Adamem'', z którego boku utworzona jest Ewa, nowa ludzkość. Ojcowie kontrastują drzewo rajskie z drzewem krzyża, oraz postawę obu niewiast - to co Ewa zepsuła grzechem, to Maryja naprawiła przez swoją wiarę. Słowa Skropiły je krople dla Adama nawiązują do starożytnego apokryfu, że czaszkę pochowanego na Golgocie Adama zrosiły krople krwi i wody, które wypłynęły z przebitego boku Chrystusa, dokonując chrztu praojca ludzkości. W swojej homilii skomentuje to Pseudo – Chryzostom: Pierwszy człowiek został zbawiony przez ofiarę Chrystusową. Człowiek ten jest w nas wszystkich. Alegoria Maryi jako runa zaczerpnięta została z księgi Sędziów (Sdz 6, 36-40) jako runa Gedeona, a ową prefigurację utrwaliły Godzinki do Najświętszej Maryi Panny.

Roraty są piękną tradycją – tym bardziej wyjątkową, iż msze roratne zanikły w całej Europie, ostając się jedynie w Polsce. Niewątpliwie warto czasem wcześnie wstać z łóżka, aby poczuć klimat tej niezwykłej Eucharystii. 

Tekst - fr. W.M.

 
Strona główna   Cystersi   Opactwo   Parafia   Patriotyzm   Galeria   Polecane   Kontakt Projekt i wykonanie www.imoli.pl