Niedawno zaczęły się wakacje. Nie tylko dla tych, którzy objęci są państwowym obowiązkiem edukacji, bo i spora większość ''starszych'' odkładane przez rok dni urlopowe będzie starała się wykorzystać w nadchodzących dwóch / trzech miesiącach. Czytelnikowi tego tekstu zaproponuję alternatywę na spędzenie tego czasu: A może pielgrzymka?

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że styl tego artykułu będzie nieco swobodniejszy, wpadający w esej. Wynika to trochę z omawianego tematu, bo ''klasyczne'' artykuły pielgrzymkowe pojawiają się już (i będą pojawiać) w gazetkach, blogach etc… Schemat podobny – ciepły opis sensu i głębokiego religijnego uzasadnienia pielgrzymowania, następnie przekrój pątników – od tych jeszcze w łonach mam aż po tych, którzy zaczynali swoją przygodę z wędrowaniem, gdy premierem był Józef Cyrankiewicz. No i oczywiście w osobnej, kolorowej ramce wypowiedzi wesołej młodzieży o duchowych przeżyciach z pielgrzymki. Naturalnie, postaram się również i ja wpisać w przedstawiony schemat.

Kim jest w ogóle pielgrzym?

Słowo wywodzi się z ''peregrinus'', co wikipedia tłumaczy jako ''cudzoziemiec'', powołując się na grecką zbitkę "per-epi-demos", mającą oznaczać rzeczonego obcokrajowca. Autor artykułu w wikipedii nie podał źródła swojej informacji, więc nie mam bladego pojęcia, czy napisał to filolog klasyczny czy gimnazjalista. Z kolei w jednej z książek Petera Seewalda wynotowałem tłumaczenie ''peregrinus'' od swojskiego ''per agri'' czyli ''[kroczący] przez ziemię''. Myślę, że bardziej oddaje głębszy i szerszy sens. Jest on zakomunikowany już w Księdze Rodzaju: póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! (Rdz 3, 19). Pielgrzymkę rozumiemy przecież duchowo, jako dotykanie już tu na ziemi innej rzeczywistości – Boskiej Rzeczywistości. Jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana (2 Kor 5, 6) - odnajdziemy w liście św. Pawła. Wędrowanie staje się zmierzaniem ku wieczności, literackim i artystycznym toposem ''homo viatora'' – ''człowieka przechodnia'', którego drogę często opiewają kościelne epitafia i cmentarne nagrobki: Wiedz przechodniu, że my wszyscy podążamy do jednego celu – wieczności. (Epitafium Bolka III – legendarnego księcia świdnicko – jaworskiego). Praktycznie wszyscy chrześcijanie są pielgrzymami. Tradycyjne, piesze chodzenie do kościoła na niedzielną liturgię jest już pielgrzymką. ,,Chrześcijaństwo nie jest pewnym systemem poznanych prawd, tylko jest drogą” - napisał Joseph Ratzinger w ,,Wprowadzeniu w chrześcijaństwo”.

Cel pielgrzymki

Częstochowa, Gierzwałd, Licheń, Kalwaria Zebrzydowska, Święta Lipka, Góra św. Anny, Piekary… Można długo wymieniać znane i te mniej znane sanktuaria. W tym roku po raz kolejny pieszo na Jasną Górę? A może nieznany praktycznie nikomu kościółek gdzieś w Bieszczadach lub Sudetach? Dygresja z własnego doświadczenia – parę lat temu znalazłem taką perełkę. Wieś nazywa się Zalesie i leży koło Bystrzycy Kłodzkiej. Filialny kościół p.w. św. Anny – drewniany (w Sudetach to duża rzadkość), kryty gontem, pochodzący z XVIII w. Oczywiście zamknięty na klucz, ale jak się wie gdzie we wsi popytać, to i odtworzą. W środku kolana się uginają, gdy ogląda się 56 kasetonów, czyli malowanych kwadratowych obrazów. Stworzone przez miejscowego artystę, opowiadają historię Zbawienia od stworzenia świata po wydarzenia nowotestamentowe – jest to katolicka (bo są sceny z księgi Tobiasza) Biblia Pauperum – Biblia dla ubogich (często niepiśmiennych), którzy przychodząc na liturgię i ''patrząc w sufit'' lepiej znali Pismo Św. niż niejeden współczesny katolik, który czytać potrafi. Widziałem tego typu ''Biblię'' w Kościołach Pokoju w Świdnicy i Jaworze, które są na liście UNESCO. Zalesie jest inne, bo w tym kościele św. Anny niemalże namacalnie odczuwalne jest sacrum…
Co łączy Zalesie i Jasną Górę? Cel pielgrzymowania, którym jest miejsce święte. Za J. Uścinowiczem jego definicja: ,,Pielgrzymowanie to szczególna wędrówka wszędzie tam, gdzie Bóg ukazał się pod postacią różnych hierofanii, ale również i tam, gdzie poprzez swoje energię emanował, gdzie – poprzez swoich świętych apostołów, apologetów i męczenników, starców i anachoretów, a także nieraz zwykłych ludzi – przemawiał i gdzie poprzez nich pozostawił na ziemi swój ślad – miejsce święte”. [Słowniczek: hierofania - objawienie się świętości; apologeta - obrońca religii; anachoreta - pustelnik] Należy podkreślić, że już od Starego Testamentu miejsca święte wybiera sam Bóg. Dla Abrahama są nimi dęby Mamre (Rdz 13, 18) czy wzgórze Moria (Rdz 22, 2), gdzie ma złożyć ofiarę z Izaaka, a kilka wieków później Salomon wzniesie świątynię jerozolimską. Z kolei przymierze jakie Bóg zawiera ze swoim ludem przez pośrednictwo Mojżesza na Synaju ma charakter uświęcenia nie tylko miejsca i czasu, ale nade wszystko człowieka. Nie sposób nie wspomnieć o najważniejszym wzgórzu dla ludzkości – Golgocie. Ale to wskazywanie przez Boga wybranych miejsc dokonuje się w całej historii ludzkości, która jest zarazem historią zbawienia i trwa aż po nasze dni. Fenomenalnie tłumaczył słowa Jezusa o ''chronosie” [czasie] i ''kairos'' [chwilach] św. Jan Paweł II, odnosząc je również do historii Polski. Bóg ingeruje nie tylko w czas, ale i w przestrzeń. Miejsce staje się święte nie dlatego, że postawiono świątynię i ją poświęcono. Odwrotnie – ze względu na świętość miejsca, które w jakiś sposób wybrał Bóg, została tam postawiona świątynia. ''Pozostawiony przez Boga ślad'' nawet w niepozornym kościółku łatwo jest odnaleźć. Po świeczkach. Najczęściej płoną nie przed kunsztowną renesansową figurą, ale przed gipsowym posągiem św. Antoniego...
 


Pieszo czy autokarem?

W wąchockiej wspólnocie cysterskiej jest o. Benedykt. Przed wstąpieniem do zakonu jako pielgrzym przeszedł Europę wzdłuż i wszerz. Jego życie pątnika było tak niezwykłe, że powstał o tym artykuł w Gościu Niedzielnym. 
We wcześniejszych akapitach rozszerzyłem pojęcie pielgrzymki do całego życia chrześcijanina i chodzenia pieszo na niedzielną Mszę św. Ale gdzieś w świadomości czujemy, że pielgrzymka musi być wyzwaniem. Nie chodzi tylko o kilometry, ale o przemianę, która ma przybliżyć do Stwórcy i Zbawiciela. Stąd różne spojrzenie na ''pielgrzymki autokarowe''. Dla tych ,którzy ze względu na wiek czy naprawdę sporą odległość do sanktuarium, decydują się na pokonanie tej trasy komfortowo w autokarze. W takiej sytuacji zapewne nie umniejsza to przeżyciom religijnym, szczególnie dzięki opiece duszpasterskiej. Ale nierzadko tak organizowana ''pielgrzymka'' jest tylko ''turystyką pielgrzymkową'', polegającą na ''zaliczeniu'' kolejnych obiektów sakralnych, wpisanych w program wycieczki. Przed wiekami z takim właśnie podejściem do Grobu Pańskiego wybrała się Maria Egipcjanka. Dla niej ''turystyka pielgrzymkowa'' skończyła się gwałtownym nawróceniem, a resztę życia spędziła na pustyni, umartwiając się i żywiąc się trzema bochenkami chleba. Po śmierci doczekała się kanonizacji. Dziś takie nawrócenie wydawać się może zbyt radykalne – ale czy nie jest to najgłębszy sens podjęcia się pielgrzymki? Odnalezienie Boga i zmiana dotychczasowego życia?
Inny przykład. Trochę inna pielgrzymka, bo ''przymusowa''. Tradycja nadała mu imię Dyzma i swego czasu podpadł Rzymianom, którzy zafundowali mu wycieczkę z Jerozolimy na okoliczne wzgórze. Bilet w jedną stronę otrzymał, jak to się wyraził Grek o imieniu Łukasz, za: ''κακοεργός'', co można przełożyć jako ''łotrowski'', a jednym z dalszych znaczeń tego wyrazu jest również ''złodziej''. Ale oglądając wspaniałą panoramę Świętego Miasta, z rękami przybitymi do belki krzyża, postanowił dokonać największego skoku w swoim życiu. Bezczelne ukradł wejściówkę do nieba. Było to możliwe, bo patrząc na oplutego i skatowanego, przybitego do krzyża Człowieka, który wisiał obok niego, uwierzył, że to właśnie On jest oczekiwanym Zbawicielem. Zapewne nie widział cudów i uzdrowień przez Niego dokonanych. Ale na jedną chwilę okazał litość nad niewinnym człowiekiem, zapominając o sobie i współczując bliźniemu. Przeżywają gehennę krzyża i wzbudzając w swoim sercu żal otrzymał zapewnienie: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 43). Dla św. Dyzmy przymusowa pielgrzymka zakończyła się nie tylko nawróceniem, ale jak stwierdził św. Piotr: ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz. (1 P 1, 8 – 9)
 

Samemu czy w grupie?


Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18, 20) – zadeklarował sam Chrystus. Nie rzucał słów na wiatr, o czym przekonali się namacalnie dwaj uczniowie idący do Emaus. Można powiedzieć nawet, że na swój sposób też byli pielgrzymami. Odchodzą zawiedzeni ze Świętego Miasta, przekonani, że ich modlitwa nie została wysłuchana, a cud o który prosili, nie wydarzył się. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela (Łk 24, 21) – stwierdzają uczniowie, których oczy były niejako na uwięzi (Łk 24, 16). Mówiąc o śmierci swej nadziei, kiedy nie potrafią już dostrzec Boga, nie zauważają, że Bóg stoi pośrodku nich…
Grupowość pielgrzymki wydaje się niemalże oczywista, do tego stopnia, że zapewne jednym z pierwszych skojarzeń jest piesza pielgrzymka na Jasną Górę. [dygresja reklamowa - niedługo - 8 sierpnia przez Wąchock będzie przechodzić Siedlecka] Na wybór takiej formy pielgrzymowania często wpływają: względy bezpieczeństwa; opieka medyczna; że nie trzeba samem nieść ciężkich bagaży; poczucie wspólnoty – można tak długo wymieniać. Aspekt ''społeczny'' jest naturalnie bardzo ważny, bo pielgrzymi tworzą właśnie wyjątkową wspólnotę – ''barwną i żywą'' część Kościoła w porównaniu do szarości ''codziennego'' chrześcijaństwa. Na takiej pielgrzymce ułatwiona jest kontemplacja pośród codzienności, która pozwala zanurzyć się w święty i uświęcający świat, bo Bożą ręką stworzony. Wspólne modlitwy, posiłki, przebywanie ze sobą, wytwarzają więź międzyludzką, która ma już znamiona religijne, dopełniając bardzo osobiste, indywidualne przeżycia i doznania. Podkreśla to również we wspomnianym już ,,Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” J. Ratzinger: ,,Religia nie istnieje ostatecznie w samotnej drodze mistyka, tylko we wspólnocie głoszenia i słuchania”.
Czy więc samotna wędrówka jest czymś wyjątkowym, przypisana niemalże wyłącznie mistykom albo osobom, które pragną odkupić ciężkie winy? Zdecydowanie nie. ,,Kto z Bogiem jest, ten nigdy nie jest mniej samotny, niż kiedy jest sam” - napisał w średniowieczu Wilhelm ze Saint Thiery.
Z własnego doświadczenia. Wybraliśmy się niedawno ze współbraćmi na pieszą pielgrzymkę Wąchock – Święty Krzyż. Jak na cystersów przystało, w czasie wędrówki były kolejne różańce, rozważania drogi krzyżowej etc. Cel osiągnęliśmy (niektórzy z wielkim trudem i poświęceniem), przybyliśmy na Święty Krzyż. Sanktuarium piękne, naprawdę warto zobaczyć. Zupełnie inne doświadczenie miałem, gdy jeszcze przed wstąpieniem do zakonu, postanowiłem sprawdzić, czy da się wejść pieszo z Krzeszowa na Śnieżkę szczytami Karkonoszy. Ale przez kolejne kilometry cel się zmienił, bo brak towarzystwa kieruje myśli ku Niemu. Celem stała się niewielka kaplica na Śnieżce – pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Sadzę, że ta pierwotnie niezamierzona pielgrzymka nie pozostała bez śladu. Na obłóczynach otrzymałem w końcu patronat św. Wawrzyńca…

Podsumowanie

Czy więc warto pielgrzymować? Na ŚDM papież Franciszek zachęcał do zamienienia kanapy na buty wyczynowe: ,,Aby pójść za Jezusem trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś”.

Tekst - fr. W.M.
 
Strona główna   Cystersi   Opactwo   Parafia   Patriotyzm   Galeria   Polecane   Kontakt Projekt i wykonanie www.imoli.pl