Obłóczyny br. Wojciecha

„Cóż wiąże ciebie, bracie, z tym światem? Przecież jesteś ważniejszy od niego. Obawiasz się ubóstwa? Chrystus błogosławionymi nazywa ubogich. Boisz się trudu? Żaden bohater nie jest nagrodzony bez trudów. Martwisz się o pożywienie? Prawdziwa wiara nie lęka się głodu. Trwożysz się złożyć na gołej ziemi osłabione postem ciało? Przecież Pan z tobą spoczywa. Boisz się, że twoja niedbała fryzura ubrudzi się? Przecież twoją głową jest Chrystus. Przeraża cię niezmierzona okropność pustyni? Przechadzaj się duchem po raju: ile razy duchem tam się przeniesiesz, tyle razy będziesz na pustyni. O Chrystusowa pustynio kwitnąca kwiatami! O samotnio! Ty dostarczasz kamieni, z których według Apokalipsy zbudowane jest miasto wielkiego króla. O pustelnio! W tobie można cieszyć się szczególniejszą zażyłością z Bogiem”.

(Z listu św. Hieronima do mnicha Heliodora)

W wspomnienie św. Hieronima (30 września), po jutrzni kandydat Konrad Bekasiewicz uroczyście został obłóczony, rozpoczynając nowicjat. Od ojca opata otrzymał imię Wojciech.

Końcem września już jest dobrze wyczuwalny klimat jesiennych dni. Klasztorny dzwonek, budzący na jutrznię, rozrywa aksamitną ciszę krużganków jeszcze nim nadszedł świt. Przyroda dookoła murów opactwa smacznie śpi. Ziemniaki już zebrane, spokojnie spoczywają w mrocznych piwnicach pod spichlerzem, a tylko krwisto czerwone jabłka dojrzewają jeszcze na wymodelowanych drzewkach, łapczywie łapiąc odbijające się od zielonych liści krople porannego deszczyku. Południowa empora romańskiej świątyni rozbłyska mocnym światłem elektrycznych żarówek i dwóch strzelistych olejnych świec, flankujących posąg Najświętszej Rodzicielki. Ave rosa sine spina peccatorum medicina! [Witaj różo bez kolców lekarstwo grzeszników] – ów aktem strzelistym Innocentego III, wznosi się pierwsza myśl, przekraczając próg klasztornego chóru. Już niebawem październik – miesiąc maryjny, opleciony paciorkami różańca.

Wąchoccy mnisi zasiedli w miętowych stallach, aby rozpocząć jutrznię. A na ławeczce przed nimi, zasiadł również kandydat Konrad, jeszcze w świeckim ubraniu. Jutrznia ma swój własny uświęcony ton. Ona jest początkiem. Opiewa tajemnicę ponownych narodzin – zmartwychwstania Chrystusa. Budzi się życie, niosąc czystą podziękę stworzenia, dźwigającego się z mroków śmierci, gdy rozbrzmiewa jako pierwszy psalm 103: ,,Błogosław, duszo moja, Pana, i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego”. Chór mnichów w śnieżnych kukullach recytuje dalej: ,,On twoje życie dobrem nasyca, jak pióra orła młodość twa się odradza”. Natchnione wersety psalmiczne poruszają serce, lecz dla siedzącego postulanta wyjątkowo rozbrzmiewa czwarty z kolei psalm 116:

,,O Panie, jestem Twoim sługą,

Twym sługą, synem Twojej służebnicy.

Tyś rozerwał moje kajdany,

Tobie złożę ofiarę pochwalną

i wezwę imienia Pana.

Wypełnię me śluby dla Pana

przed całym Jego ludem”.

Błogosławieństwo pierwszego z psalmów podejmuje Benedictus. Mnisi wychodzą z sedili, recytując ewangeliczny kantyk, wieszczący nawiedzenie z wysoka Wschodzącego Słońca. Oto w liturgicznej teraźniejszości ziszcza się proroctwo. Ziszcza się w niewieście, która oczekiwała. Ona nie spoglądała ani przed siebie, ani poza siebie. W Niej samej przebywała pełnia czasu, czysta teraźniejszość, która otwarła się dla wieczności. A wieczność nachyliła się, a wieczne Słowo stało się Ciałem w Jej czystym łonie. Ave rosa sine spina!

Jeszcze tylko Kościół pielgrzymujący zerknie ku Kościołowi triumfującemu, wspominając zmarłych braci i zapada cisza. Modlitwa zatrzymuje się w miejscu. Ojciec opat zasiada wprost pod posągiem Niepokalanej, a przez nimi – staje postulant Konrad. Prosi o miłosierdzie Boże i zakonu oraz zobowiązuje się do służby Chrystusowi – ,,zamierzając być żołnierzem Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przyjmując bardzo mocną i szlachetną broń posłuszeństwa” (RB prol, 3).

Rozpoczął się dla nowicjusza rok próby, podobny do starożytnego katechumenatu, stąd biała szata. Przypomina ją habit: tunika, szkaplerz, pas i kapa – wszystko w bieli. Otrzymał nowe imię zakonne – Wojciech – jako symbol porzucenia świata i narodzin dla wspólnoty monastycznej. Opuścił to, co było na zewnątrz – świat szeroki, piękny, pełen silnie tętniącego życia, ale także przepełniony brudem i brzydotą. Ów świat ma w sobie coś z targowiska – zbiegany i na każdym kroku nasycony blichtrem; ale także przecież z błyszczącymi ziarenkami świętości. Został zaproszony do zamieszkania w przybytku odgrodzonym od gwaru i targowiska, cichym i błogosławionym. Nie są to tylko kamienne mury klasztoru. Przede wszystkim tym mieszkaniem jest mieszkanie u Ojca (J 14, 1). Prastare stabilitas loci jest fundamentalnym symbolem – że mieszkamy u Ojca…

Tekst – fr. W.M.

Udostępnij ten post